Jak szukam martwych linków

Pobieram stronę, zbieram z niej wszystkie linki i obrazki, a potem pobieram każdy adres z serwera bajsarowicz.pl. Jeden test obejmuje do 100 adresów. Wynik dzielę na cztery grupy:

  • Martwy: kod 404, 410 albo 5xx, błąd DNS, przekroczony czas albo pętla przekierowań.
  • Przekierowanie: link działa, ale prowadzi przez przekierowanie. W linkach wewnętrznych wpisz adres docelowy, bo każde przekierowanie wydłuża wczytywanie i zużywa zapytania robota.
  • Nie da się ocenić: serwer odrzucił test kodem 401, 403, 429 albo 999. Tak odpowiadają zapory i serwisy, które nie wpuszczają automatów, np. LinkedIn. Taki link zwykle działa w przeglądarce.
  • Działa: kod 2xx bez przekierowań.

Sprawdzam też kotwice, czyli linki do miejsca na tej samej stronie (#sekcja). Jeśli strona nie ma elementu o takim id, link nic nie robi. Pomijam linki e-mail, telefoniczne i przyciski udostępniania w serwisach społecznościowych.

Dlaczego martwe linki szkodzą

Link do nieistniejącej strony to ślepy zaułek dla czytelnika. Martwy link wewnętrzny marnuje też wartość, którą strona przekazuje dalej, a robot wyszukiwarki trafia na stronę błędu zamiast na treść. W sklepie i serwisie z wieloma wpisami martwe linki przybywają same: produkty znikają, wpisy zmieniają adresy, a zewnętrzne serwisy się zamykają.

Czego narzędzie nie sprawdzi

  • Całej witryny. Test obejmuje jedną stronę. Martwe linki w całym serwisie znajdzie crawler, np. Screaming Frog, a te, na które trafia Google, pokaże raport stron w Search Console.
  • Linków dodawanych przez JavaScript. Czytam HTML wysłany przez serwer, bez uruchamiania skryptów.
  • Linków za zaporą. Serwisy, które odrzucają automaty, oznaczam jako „nie da się ocenić”.